Star Trek XI – błyszczący film o niczym
Zanim jeszcze film trafił do kin, wszystko było już właściwie przesądzone. Trzeba było się zachwycać. Negatywne opinie? Nie było. Wszyscy już uważali nowego Star Treka za arcydzieło. Marketing i reklama zrobiły swoje?
Nie jestem maniakiem Star Treka – lubię go, obejrzałem prawie wszystko, przeczytałem kilka książek z uniwersum. Powiedzieć, że z kina po “Star Treku XI” wyszedłem zawiedziony byłoby niedopowiedzeniem. Do teraz zastanawiam się “co oni cholera zrobili?”. Jestem nie tyle zawiedziony, co trochę przerażony, bo oto odszedł do historii jeden z moich ulubionych seriali. Zmieniono go w Transformersy IV.

Film jest OK. Jest wspaniałym widowiskiem. I tyle. Jest widowiskiem, bez większego sensu, bez emocji (tak jakby wszyscy poza o ironio Spockiem byli Wolkanami), bez jakichkolwiek związków z ideą Star Treka poza imionami. Idealnym graficznie. Dyskotekową feerią barw z płytkimi postaciami, którzy kierują się mętną motywacją – jakże to typowe dla Abramsa!
Wiem, że samo posiadanie takiej opini ześle na mnie gromy. Wierzcie, byłem zaskoczony, że film okazał się czymś takim. Spodziewałem się ciekawej historii, a co dostałem?
Po kolei. Pora na uzasadnienie mojego punktu widzenia.
Dalsza część tekstu zawiera spoilery, także proszę czytać na własną odpowiedzialność. Wymienię kilka punktów, które zapaliły u mnie czerwony alarm. Porównam w większości do Nemezis i Entka – najbardziej nielubianych przez fanów produkcji star trekowych, żeby pokazać, że to czego nie lubili jest w nowym Star Treku skondensowane.

Zniszczenie Wolkana
Bodajże najważniejsze wydarzenie filmu wywołało emocje jedynie w Spocku. Ludzie! W “Enterprise” nie lubiano Wolkan, a każda ich śmierć wywoływała większe wrażenie. Tutaj mamy inną epokę – Wolkanie są już potężnym członkiem Federacji, ważnym sojusznikiem, naukowym zapleczem. Gdzie te czasy, kiedy w Deep Space 9 wszyscy bledli, kiedy słyszeli że podbita została jedna z planet Federacji i przez pół sezonu chodzili przybici. Tutaj rozwalenie w pył planety założycieli Federacji nie robi na nikim najmniejszego wrażenia.
Federacja armadą
Federacja – mylona zresztą w filmie z Gwiezdną Flotą – jest przedstawiana jako militarna siła broniąca pokoju. Nie całkiem tak to wygląda w uniwersum Star Treka, nie całkiem tak.
Supernowa niszcząca galaktykę
Coś ich zdrowo pogięło z tą supernową, podobnie jak z “czerwoną materią”. Supernowa zniszczy najwyżej układ słoneczny. Wynikiem supernowej jest czarna dziura (lub gwiazda neutronowa). Supernową można przewidzieć pewnie kilka milionów lat wcześniej z dokładnością do setek lat.
Takie rzeczy jak supernowa niszcząca galaktykę pasuje do Star Wars pasują – do space fantasy, nie do science fiction. W Nemezis było podobnie z dziwaczną bronią klona Picarda, ale o niebo mniej przesadzono. Trudno przy okazji nie zauważyć, że fabuła STXI była po części stamtąd zerżnięta. Dwa filmy pod rząd o zwariowanych przywódcach Romulan? Komuś brakowało pomysłów. Widać to także dalej – niszczenie Ziemi niemal identyczne jak w Entku, a Nero to kopia klona Picarda. Taki klon klona, tylko inaczej wygląda i się nazywa, ale też jest łysy.
Przechodzenie przez czarną dziurę i statek z wirującą dupą pominę milczeniem. Nie chcę przeklinać.

Po jaką cholerę był tam Spock?
Po co był stary Spock? Żeby podpowiedzieć jeden wzór Scotty’iemu? Czy żeby móc pokazać Nimoya w trailerze? A po co był Nero? Nic nie robił, zginął bez sensu, poprowadził statek w przeszłość, a potem przez trzy lata spał. Chciał, żeby Spock obejrzał zniszczenie Wolkana, a dał mu niezbyt fajne miejsce do tego (i jeszcze go uwolnił, żeby mógł wszystkim opowiedzieć co się stało i jak temu zapobiec…). Pomijam już fakt, że miał cholernie głupią motywację. Komiksową, jak z seriali animowanych dla dzieci – był po prostu takim “głównym złym”. Nawet miał takie cool tatuaże.
Wyrzucono wszystko
Wyrzucono wszystko co tworzyło Star Treka – TNG, Deep Space 9, Voyager już nie mają sensu, skoro doszło do tak ogromnej zmiany linii czasowej. Agenci chroniący linii czasowej najwyraźniej zaspali albo wymarli, bo nie naprawili przeszłości i pozwolili Nero działać bezkarnie. Wszystko co obejrzeliśmy wcześniej można wyrzucić do rynsztoka.
Kosmici jak ze Star Wars
Wszyscy kosmici co do jednego – poza Wolkanami i Romulanami – wyglądali jak wyjęci ze Star Wars. Nawet scena z pamiętnym Jar Jarem, z tekstem “zawsze znajdzie się większa ryba” znalazła się w pewnej wersji w Star Treku XI.
Kompletny zanik ideałów Rodenbery’ego
W Entku pokazano konflikty między ludźmi i Wolkanami, problemy rasizmu i ksenofobii, powolnego kształtowania się późniejszej mentalności członków Federacji – totalnie tolerancyjnych i liberalnych. A co mamy w Star Treku XI? Naśmiewanie się z obcego-karzełka, rasistowskie uwagi pod względem Spocka i teksty jak “chcę im skopać jaja” o Romulanach (cytat bardzo niedokładny, bo niestety w kinie nie ma opcji przewiń i powtórz) pasujący bardziej do głupawego żołnierza armii USA niż dobrze wyszkolonego członka Gwiezdnej Floty.

Sceny jak z Unreala
Potyczki z fazerami wyglądały jak skaczący narwańcy w Unreal Tournament. Serio.
Muzyka i dźwięki
Muzyka nie miała wiele wspólnego ze Star Trekiem. Gdzie klasyczne motywy? No tak, skoro z klasyki tak niewiele ocalało, dlaczego zostawiać choć trochę muzyki?
Dźwięki jednak denerwowały najbardziej – kosmos nigdy nie był taki głośny. Statki wydają już podobnie idiotycznie dźwięki jak w Star Wars.
Sposób kręcenia
Ujęcia kamery z ręki najpierw w Firefly, a potem w BSG sprawiały, że widz był bliżej akcji, świat SF przedstawiony w tych serialach wydawał się realniejszy. Tymczasem w Star Treku XI przez odpustowe bliki światła, dziwne ujęcia kamery, zbyt ciasne ujęcia odrealniono to wszystko. Oglądając TNG mieliśmy wrażenie, że jesteśmy na mostku Enterprise, tutaj nawet trudno powiedzieć jak ten mostek wygląda, bo są tylko światła i zbliżenia na twarze.
Gigantyczne dziury w fabule
- Wolkanie wysłali S. O. S., ale przypadkiem zapomnieli dać znać dlaczego, a może nie zauważyli gigantycznego statku, który wierci dziurę im w środku miasta.
Nie mieli też najwyraźniej żadnego promu, ani jakiejkolwiek obrony, dzięki której mogliby zestrzelić urządzenie – a przecież jak pokazano później wystarczyły ręczne fazery. Bardzo logiczne z ich strony. - Dlaczego czerwona materia musi się znaleźć w centrum planety? Później pokazano, że nie musi – gdy zniszczono statek Nero. Supernowa też została zniszczona na odległość. Zatem Nero, nasz dzielny wkurzony górnik, wiercił niepotrzebnie. Co za głupek.
- Po co Spock wziął tyle czerwonej materii, jak wystarczyła kropelka?
- Dlaczego ojciec Kirka nie nastawił kursu i się nie zmył? Może miał skłonności samobójcze? Albo bał się ojcostwa?
- Statek wydobywczy jest taki potężny? Jasne, pochodzi z przyszłości, ale i tak nie powinien sobie radzić tak dobrze! To tylko statek wydobywczy. A tak łatwo pojmuje także futurystyczny, superszybki statek Wolkan! Górnicy górą!
- Spock nie mógł się (przynajmniej jawnie) zadawać z Uhurą, bo łamał tym protokoły floty. Kto jak kto, ale Spock był bardzo regulaminowy.
- Kirk przypadkiem trafia do jaskinii gdzie jest Spock. Pewnie to była mała planetka, taka tycia, jak w Małym Księciu. Takich przypadków jest więcej, znów nasuwa mi się Star Wars – tym razem niektóre książki, gdzie było podobnie.
- Kirk tak szybko zostający kapitanem – to było po prostu niemożliwe. Był kadetem na litość bogów!
- Czemu galaktykę (sic!) przed supernową (sic!) miał ratować ambasador-dziadek malutkim stateczkiem?
- Czemu Scotty się nie ugotował? Z rur wdobywała się para.
- Jak przeteleportowali się na Enterprise, skoro nie znali współrzędnych? Epic fail po prostu.
- Co robiła niewolnica Oriona w akademii floty i gdzie do cholery byli Andorianie?
- Dlaczego statek Nero jak już cofnął się w czasie nie uratował Romulusa po prostu usuwając zagrożenie ze strony supernowej wtedy (szczególnie że mieli wszystko czego potrzebowali, bo Spock i jego statek także się cofnęli w czasie)?
Dla mnie to nie był Star Trek. Nie nadawało się nawet na odcinek Star Treka, wymagałoby zmiany wszystkiego poza główną ideą rewanżu i powrotu Spocka. Już wolałem Bermana i Bragę.
Z Battlestar Galactica zrobiono coś znacznie, znacznie lepszego niż klasyczny serial. W przypadku Star Treka zaś wyszło wielkie niewiadomo co.
Może niedługo napiszę obiektywną recenzję, z wypunktowaniem dobrych i złych stron. Na razie tyle, tekst pełen emocji, więc wybaczcie. Pominąłem pewnie wiele rzeczy, które mnie w filmie uderzyły, nie napisałem oczywiście o rzeczach, które mi się podobały, bo nie o tym jest tekst.
Ciekawe czy jestem jedyny, któremu nowy Star Trek się nie podobał? Czekam na komentarze, proszę bez wieszania psów na autorze.
Oceń:
Stały odnośnik Dodaj do:
Wykopu
Twittera
Blipa
»
RSS dla komentarzy · TrackBack URI




4400 - książkowe kontynuacje serialu
Caprica - gangsterski następca BSG
Nowy wygląd, mikroblogi i wyszukiwarka
Alice - surrealistyczne fantasy o podróży na drugą stronę lustra
The Guild, trzeci sezon darmowego serialu o MMORPG
The Misfits - brytyjski serial o nietypowych superbohaterach
Wymarzony, papierowy MMORPG
Jak być graczem RPG, który zawsze dobrze się bawi - KB#7
Jak umrzeć w grach RPG (KB#6)



Po tym filmie nie spodziwałem się niczego dobrego i nie znam nikogo kto się spodziewał, że Abrams może nakręcić dobry film w uniwersum Star Treka – szczególnie, że cały ten świat schodzi na psy (osobiście nie byłem w stanie obejrzeć ani jednego odcinka Enterprise na raz w całości – NUDA) – także przydługi wstęp do artykułu IMO zupełnie chybiony.
Dzięki za recenzję.
BTW. “Tutaj mamy inną epokę – Wolkanie są już potężnym członkiem Federacji… “. Z tego co mi wiadomo Wulkanie od zawsze byli potężnym członkiem federacji – to oni nawiązali z nami pierwszy kontakt i przyjeli nas do federacji – ale nie jestem jakimś zagożałym fanem i mogę się mylić.
Pozdrawiam!
“Dlaczego ojciec Kirka nie nastawił kursu i się nie zmył? Może miał skłonności samobójcze? Albo bał się ojcostwa”
miau ustawic autopilota i uciec, ale sie popsulo i polecial na recznym
Radek, donośnie Wolkan – wiem, że zawsze byli, ale w Entku nie było Federacji, więc ich znaczenie było mniejsze. O to mi chodziło. Odnośnie wstępu – może fani wiedzieli, że Abrams nic dobrego nie zrobi, ale zwykli ludzie
niekoniecznie i na portalach o fantastyce zagranicznych widziałem peany zanim jeszcze pojawił się pierszy trailer. Dzięki za komentarze. Entek był mniej nudny w późniejszych sezonach.
Rodenberry przewraca się w grobie.
Wyszłam z kina w połowie filmu. Nie mogłam tego obejrzeć do końca. Star Trek był ze mną przez większość nastoletniego życia. Widziałam wszystkie filmy pełnometrażowe i wszystkie seriale (oprócz TOS). Nie jestem w stanie opisać jaki głęboki smutek mnie ogarnął gdy zobaczyłam tą popelinę. Blondynki ze swoimi chłopakami w kinie mieli radochę z akcentu Chekova raz po raz, aż w końcu stało się to nudne. Miecz katana rozkładająca się niczym z Matrixa. Ruchy kamery zza wystrzeliwanego pocisku. Totalna pustka pod względem emocji, historii. Wróciłam do domu, popatrzyłam na moją półkę z filmami i miałam ochotę wydłubać sobie oczy widelcem, żeby usunąć te obrazy z kina
.
Widziałem wszystkie odcinki seriali i wszystkie filmy pełnometrażowe z uniwersum Star Treka. Osobiśćie najbardziej podobal mi się rozwój technologiczny i cora to nowe przygody w przyszłości. Uważałem, że powrót do przeszłości (Enterprise) to błąd. Co do mnie, to była porażka, po świetnych TNG, DS9 i Voy. Tym bardziej zmartwiła mnie wiadomość, że nowy film będzie jeszcze bardziej cofnięty w czasie tego uniwersum. Nie czytałem żadnych informacji, nie oglądałem trailerów, nie miałem ochoty iść do kina.
Ostatecznie ciekawość wzięła górę. Film mnie zachwycił. Było wszystko co jest potrzebne przygodzie, sensowny wątek dający pole do popisu kolejnym filmom/serialom. Można od początku napisać Star Treka! Humor, rzeczywiście Chekov na dłuższą metę nie powala, ale jego próba zalogowania rozbraja. Scotty teleportujący się do zbiornika – płakałem ze śmiechu. Kirk, wg mnie świetny, realizuje cel, który uważa za właściwy (dokładnie jak w serialu) nie poddając się przeciwnościom
Co do walorów edukacyjnych można nie dostrzec ich w natłoku akcji i efektów specjalnych. Ja widzę ukazanie bezwarunkowej miłości syna do matki, wzajemne ich wspieranie się. Ojca uczącego syna jak żyć zgodnie z ludźmi i sobą (rozmowy Spocka z ojcem). Ukazanie, że przeciwieństwo zdań rozwija człowieka, jeśli skupi się na sutuacji a nie człowieku podważającym naszą opinię (relacje Spock – Kirk). Na koniec pomimo tego, że w kółko to oglądamy – zło nie zwycięży, póki są ludzie walczący o dobro.
Bo to była przerobiona baśń o synu wdowy. A ja głupi oczekiwałem science fiction.
OK, zgadza się, liczba bzdur na godzinę przekraczała w Star Treku XI średnią dla Treka. Wolkanie sobie stali na tarasach i patrzyli jak jakiś Megazord wierci im dziurę w brzuchu (planety). Ziemianie tak samo, żadnej obrony planetarnej, strzałów z powierzchni, nawet jeśli rozproszyli całą flotę po kosmicznych pipidówach, to mogli chociaż posłać ze sto promów na collision course z wiertłem Nero.
Zgadza się, że film jest pełen blichtru a uboższy w przesłania – ale spójrzmy prawdzie w oczy – kinowe “treki” zawierały zawsze mniej ważkich treści niż odcinki w serialu.
Poszatkowano kanon treka – ale takie są konsekwencje paradoksów wynikających z podróży w czasie i alternatywnych linii czasowych.
Ale spójrz prawdzie w oczy. Cały ‘franchise’ star treka zdychał smutną i żałosną śmiercią. Gdyby nakręcono kolejny film jak Generations (który był świetny ale nie dla każdego) czy Nemesis (który był kiepski niestety), to byłby kolejny gwóźdź do trumny treka.
A tak powstał “star trek pokolenia MTV”. Nam, starym trekkies może się nie podobać. Ale powstał sprawnie nakręcony hicior kinowy, który ROBI KASĘ. Podoba się szerokiej publiczności. A w momencie, kiedy trek dogorywał, właśnie taki film był bardzo potrzebny.
Taka reanimacja treka: pacjent może będzie miał połamane żebra, zmiażdżony nos i otarcia w krtani, ale przeżyje, a to jest teraz najważniejsze.
Zgadzam się , że można było przy okazji zmniejszyć trochę ilość absurdów w filmie – ale nie ma co za bardzo “bitch about” , lepiej cieszyć się że w ogóle powstał nowy trek, że odniósł sukces i że dzięki sukcesowi tego “gniota” jest szansa na nowe filmy i seriale.
Co do muzyki – główny motyw muzyczny uważam za ciężki i niestrawny jak flaki z olejem i spodziewałem się czegoś lepszego po tym kompozytorze. Ale już pozostałe tematy muzyczne są super. Niektóre utwory z soundtracku jak “Nice to meld you” , “Nero Death Experience” , czy “Labor of love”są po prostu idealne. A że brak klasycznych motywów? Co, oczekiwałeś że Giacchini żerżnie muzykę Goldsmitha i Hornera? To komu mieliby wtedy płacić tantiemy?
I nie zgadzam się też że film był pozbawiony emocji. Emocje były i to często klasyczne ograne wręcz wyciskacze łez, nie wiem jak tego nie zauważyłeś.
A tak w ogóle – chyba nie zetknąłeś się wcale z komiksem “Star Trek Countdown” – był wypuszczony przed premierą Star Treka XI jako element kampanii promocyjnej i zawiera część historii która nie znalazła się w filmie. Chodzą słuchy że może być sfilmowany i dodany do “director’s cut” kiedy takowy się pojawi. Czteroczęściowy komiks dotyczy wuydarzeń przed główną fabułą filmu i opowiada historię Supernowej, Spocka, Nero. Oczywiście nie tłumaczy wszystkich bzdur, ale np. tłumaczy dlaczego “zwykły statek górniczy” miał wielkość trzech sześcianów BORGA i był taki potężny (z naciskiem na BORGA
.
Polecam ci przeczytać ten komiks. Na ostatnich obrazkach widać jak Naradę i Meduzę wciąga osobliwość, a za chwilę przybywa na miejsce Enterprise E wraz z Picardem. To że Entek nie rozpłynął się w momencie gdy Nero i Spocka pochłonęła osobliwość, oznacza że “nasze” stare uniwersum z DS9, Enterprisem, Voyagerem nadal istnieje… i daje możliwość kręcenia dalszych filmów
Komiks możesz kupić albo hmm ściągnąć
Może to was zainteresuje i zmienicie trochę zdanie http://startrek.pl/article.php?sid=819
Masz na myśli, że tak samo narzekano na Next Generation? Racja. Trzeba też pamiętać, że były filmy ze Star Treka o głupszej fabule niż ta z XI. Także wszystko przed nami… ale wolałbym, żeby robiono serial, a nie kinówki.
Ja krótko. Jako film super. Jako część uniwersum – katastrofa. Na dodatek poczytajcie sobie co piszą na Memory Alpha o kolejnym sequelu: http://memory-alpha.org/en/wiki/Untitled_Star_Trek_sequel
Juz sie boje