Fantastyczne seriale dzieciństwa – cz.2
W drugiej części z cyklu o fantastycznych serialach dzieciństwa na tapetę biorę kolejne serie, które utkwiły mi w pamięci z dzieciństwa. Znalezienie informacji o pierwszym na liście zajęło mi grube dwie godziny – z tego powodu tylko cztery pozycje dzisiaj – ale wrażenie, gdy na YouTube zobaczyłem wreszcie fragmenty i ożywiłem wspomnienia jest bezcenne.
Earth*Star Voyager
Earth*Star Voyager powstał w 1988, w Polsce można go było zobaczyć w Walt Disney Przedstawia. Niestety zakończył się na dwuodcinkowym pilocie i nigdy nie został wydany na DVD. Na YouTube można znaleźć kilka fragmentów, w tym czołówkę:
Jest też trailer oraz początek pierwszego odcinka.
Twórcy bezwstydnie podkradali pomysły innym popularnym wtedy serialom – Star Trekowi i klasycznej Galactice. Akcja działa się na statku kosmicznym, załoga była młoda, trochę jak w Seaqueście, a efekty specjalne jak to w starych filmach, kiczowate i prymitywne.
Za to fabuła nawet się broniła – zarys można przeczytać na Wikipedii. Earth*Star Voyager ma na celu zabadać Demeter – planetę, która ma się stać nową kolebką ludzkości. Dotarcie na miejsce zajmie aż 26 lat – w ten sposób wyjaśniono wiek załogi, pod drodze oczywiście czeka nas mnóstwo przygód.
Dlaczego był fajny?
Statek nazywał się Earth*Star Voyager (tak, z gwiazdką w środku!), komputer potrafił mówić (w tamtych czasach to było coś), załoga składała się z nastolatków, były wybuchy, ludzie byli mordowani i wyrzucani przez śluzę, pojawiał się nawet zabójczy cyborg. Jak można było tego nie lubić?
Ośmiorniczki z drugiego piętra (Chobotnice z druhého patra)
Dwa filmy o dzieciach, które znalazły na plaże dziwną masę podobną do plasteliny i ulepiły z niej ośmiorczniki – niebieską i zieloną. Masa okazała się nie tylko żywa, ale także inteligentna, a ośmiorniczki przejawiały co najmniej nieziemskie umiejętności. Do dzisiaj pamiętam jak ośmiorczniczka czytając książkę powodowały, że znikały litery albo niosła fortepian za nogę.

Drugi film nazywał się Veselé Vánoce přejí chobotnice (Wesołych świąt, życzy ośmiornica). Całość jest w wysokiej jakości dostępna na youtube (wklejcie czeskie nazwy do wyszukiwarki), niestety tylko po Czesku.
Dlaczego był fajny?
Ulepione z plasteliny stworki ożyły, a potem siały zamęt, niszczyły co popadnie, a do tego – o ile dobrze pamiętam – raziły prądem.
Hrabia Kaczula (Count Duckula)
Wampir uczulony na krew, niania rozwalająca ściany, uwielbiający makabrę pozbawiony poczucia humoru Igor i zamek, który pozwala przenieść się w dowolne miejsce na świecie – animowany serial “Hrabia Kaczula” kipiał od absurdu, a humor momentami przywodził na myśl Monty Pythona albo Muppety. Oglądało się świetnie, śmiechu było co niemiara.
Ponury głos narratora wprowadza w czołówce do historii Kaczuli (jak to przy ożywianiu wampira Igor dodał ketchupu zamiast krwi), a na końcu żegna widzów słowami “Żegnaj widzu, kimkolwiek jesteś” i diabolicznym śmiechem. W nowej wersji tłumaczeniu, które ucierpiało z mody, o której pisał blabla zmieniono to na “Bywaj widzu, niech zło będzie z tobą”. Niestety teraz zobaczyć można już tylko wersję z nowym dubbingiem, głosy są gorsze, a niektóre teksty dziwnie przetłumaczone, ale można się przyzwyczaić.
Dlaczego był fajny?
Niania z piskliwym głosikiem, posturą słonia i skłonnością do przechodzenia przez ściany była kultową postacią. Uwielbiający makabrę, ponury kamerdyner Igor podobnie. A zamek pozwalający przenosić się w dowolne miejsce każdy by chciał mieć, prawda?
Pięcioro dzieci i coś (1991)
Oparty o znane książki dla dzieci sześcioodcinkowy miniserial z 1991 roku był zrealizowanie dość porządnie i w miarę wiernie trzymał się pierwowzoru. Nowa, filmowa wersja z 2004 roku chyba zebrała znacznie gorsze recenzje.
O co chodzi w tej serii? Znaleziony przez dzieci Piaskoludek (Sand Fairy, czyli Piaskowa Wróżka) obiecuje spełnić po jednym ich życzeniu na dzień. Okazuje się, że nie jest tak fajnie, jak się wydaje, trochę jak w naszym serialu Siedem Życzeń, o którym pisałem ostatnio.

Powstał także drugi serial – “The Return of the Psammead” – nie pamiętam jak się nazywał po polsku.
Dlaczego był fajny?
Piaskoludek został świetnie wykonany, nie to co dzisiejsze rendery, trochę jak stary dobry Yoda. Sama idea stworka, który spełnia każde życzenie była pociągająca, zawsze zastanawiałem się, czy udałoby mi się wybrać takie, które nie miałoby negatywnych efektów.
Powoli rośnie mi lista takich seriali z dzieciństwa, których nie widziałem, a także wymagałyby opisania. Zapraszam do zgłaszania kolejnych w komentarzach, a nawet nadsyłania opisów.
Oceń:
Stały odnośnik Dodaj do:
Wykopu
Twittera
Blipa
»
RSS dla komentarzy · TrackBack URI




4400 - książkowe kontynuacje serialu
Caprica - gangsterski następca BSG
Nowy wygląd, mikroblogi i wyszukiwarka
Alice - surrealistyczne fantasy o podróży na drugą stronę lustra
The Guild, trzeci sezon darmowego serialu o MMORPG
The Misfits - brytyjski serial o nietypowych superbohaterach
Wymarzony, papierowy MMORPG
Jak być graczem RPG, który zawsze dobrze się bawi - KB#7
Jak umrzeć w grach RPG (KB#6)



A czy ktoś z Was pamięta może taką prawdopodobnie japońską kreskówkę, która leciała w latach 90. w polskiej telewizji. Główną rolę odgrywały w niej 2 samochody, które oprócz tego że jeździły, to jeszcze potrafiły latać i pływać. Jedno z tych aut było czerwone i podobne nieco do forda mustanga. Będę bardzo wdzięczny jeśli ktoś pamięta nazwę
Pole Position się to nazywało prawdopodobnie.
Nie wiem, jak tu prywatne wiadomości przesyłać czy coś. >.>
Dzięki katholhoo
))))
O to mi właśnie chodziło
Pierwszym serialem, jaki pamiętam był Jazon z Gwiezdnego Patrolu (Jason of Star Command) http://www.youtube.com/watch?v=8ZBaoBFAPRE&feature=fvste1 – oglądałem go w przedszkolu w drugiej połowie lat 80tych (na oko) – to był szał – wszyscy się w Jazona bawili na podwórku
Dzięki, będzie do następnej części, jeśli się zmieści, bo lista kandydatów cały czas rośnie.