Alice – surrealistyczne fantasy o podróży na drugą stronę lustra
Pamiętacie 10th Kingdom (Dzięsiąte Królestwo) albo Tin Mana (Blaszany Człowiek)? Oba miniseriale łączyło ubranie klasycznych baśni w nowoczesną formułę i sprowadzenie bohaterów z naszego świata do krainy z bajek. W przypadku Dziesiątego Królestwa fabuła koncentrowała się wokół Czerwonego Kapturka i Królewny Śnieżki, zaś Tin Man był doskonałą przeróbką Czarnoksiężnika z Krainy OZ (“ouu zee” – jak to czytano).
Alice (Alicja) to nowa produkcja telewizji Syfy (oni zrobili Tin Mana). Tym razem nawiązująca do Alicji z Krainy Czarów i Alicji pod Drugiej Stronie Lustra.
Produkcję zasilili aktorzy znani miłośnikom seriali fantastycznych – z SG-1 (matka Alice), Primeval (Hutter), czy Star Trek: Deep Space 9 (król), czy Eureka (rycerz) oraz Ziemia 2 (pamiętacie Gaala?).

Jak zwykle w miniserialach akcja toczy się swoim tempem, ale dzięki temu historia rozwija się przed naszymi oczami powoli i ze szczegółami, na które nie ma czasem czasu w filmach, czy odcinkach zwykłych seriali. Tytułowa Alicja dostaje dziwny pierścień od swojego chłopaka i ściagając białego królika (człowieka z dwoma białymi warkoczami) trafia do innego świata. Kraina to świat znany z baśni, ale 150 lat później. Wszyscy (niemal) rycerze zostali wymordowani, a Czerwona Królowa rządzi ludzkimi umysłami za pomocą napojów tworzonych z emocji przybyszy z zewnątrz – taki prztyczek w stronę koncernów farmaceutycznych. Pierścień Alice okazuje się ogniwem do umocnienia rządów królowej albo powstrzymania jej raz i na zawsze.

Alice nie jest arcydziełem, ma swoje wady, nawet liczne i wypada słabiej od wspomnianych 10th Kingdom, czy Tin Man. Jest znacznie poważniej niż w 10th Kingdom, historia okazuje się mniej skomplikowana i krótsza niż w Tin Manie, a wystrój jest często uproszczony i widać ograniczenia budżetu.
Mimo wszystko jak większość miniseriali z telewizji Syfy (dawne SciFi Channel) ma w sobie coś niezwykłego. Poznajemy opowieść zrobioną bez ograniczania wyobraźni – tym razem dodatkowo z nutką surrealizmu i absurdu.
Jest to więc “oglądadło”, miniserial który można obejrzeć i zapomnieć – ale na pewno trzy godziny poświęcone na oba odcinki będą miło spędzone, szczególnie jeśli lubimy klimaty zahaczające trochę o urban fantasy (wiem, używam tego terminu w trochę nieprawidłowym świetle), podróże między światami i przemieszanie naszej rzeczywistości z krainą baśnią.
Szkoda, że Alice – szczególnie w porównaniu do Tin Mana – wydaje się trochę nie w pełni wykorzystanym pomysłem, jakby skróconym, pozbawionym pewnej nutki szaleństwa, zaskoczenia, nagłego zwrotu akcji.
Byłbym też zapomniał o najważniejszym – przedstawiony świat jest szalony. Wspaniały i szalony. Domek z kart jako nowoczesne kasyno (z kontrastowym wystrojem ograniczającym się do czerni, bieli i ostrej czerwieni), zrujnowane miasto zbudowane z szachowych figur, latające futurystyczne motory-flamingi zabawne w swoim absurdzie, wielka zamieszkana biblioteka, człowiek z głową robota-królika… Szkoda, że poznaliśmy ten świat w sumie tylko powierzchownie.
Mam nadzieję, że Syfy zgotuje nam w przyszłości kolejną podróż do tego – lub podobnego – zakrzywionego, przekręconego, nadniszczonego i pełnego tajemnic świata baśni.
Oceń:
Stały odnośnik Dodaj do:
Wykopu
Twittera
Blipa
RSS dla komentarzy · TrackBack URI




4400 - książkowe kontynuacje serialu
Caprica - gangsterski następca BSG
Nowy wygląd, mikroblogi i wyszukiwarka
The Guild, trzeci sezon darmowego serialu o MMORPG
The Misfits - brytyjski serial o nietypowych superbohaterach
Dune - Spice Opera - muzyka
Wymarzony, papierowy MMORPG
Jak być graczem RPG, który zawsze dobrze się bawi - KB#7
Jak umrzeć w grach RPG (KB#6)


